Choć polska piłka nożna słynie z, umówmy się, niespecjalnie wysokiego poziomu, to nie sposób odmówić jej również… nieprzewidywalności. Piłkarz KS Halinów zszokował nie tylko swoich kolegów, ale i rywali, a nawet sędziego, który przez kilka sekund nie wiedział, co robić!

To, co wydarzyło się, w meczu pierwszej wiosennej kolejki warszawskiej Ligi Okręgowej, przejdzie do historii. KS Halinów grał mecz wyjazdowy z MKS Polonią Warszawa. Absolutnie nic nie zapowiadało większych emocji, aż do 36. minuty spotkania, kiedy jeden z piłkarzy KS Halinów, Białorusin Kyrił Baranowski, na własnej połowie przejął piłkę, wyminął dwóch rywali, dwóch swoich kolegów z drużyny, wbiegł w pole karne i oddał samobójczego gola. Po absurdalnej bramce Baranowski zrobił cieszynkę i… uciekł z boiska.

Gość wziął piłkę, minął dwóch zawodników z drużyny przeciwnej i zaczął biec w kierunku własnej bramki. Przebiegł obok dwóch swoich. Nawet inni piłkarze z jego zespołu krzyczeli mu, że pomylił strony. Wbiegł w pole karne, zbliżył się piątki i strzelił samobója. Nie do końca wiedziałem, co się dzieje, bo dopiero po kilku sekundach odgwizdałem gola. Prowadzę spotkania od dobrych kilkunastu lat i czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Coś nieprawdopodobnego. Totalne jaja

– powiedział sędzia Krzysztof Szczęsny dla portalu Weszło.

Po ucieczce piłkarza trener KS Halinów dokonał zmiany na boisku, jednak ewidentnie Baranowski wybił swoich kolegów z drużyny z rytmu, bo z wyniku 1:1 szybko zrobiło się 1:6 i piłkarze z Halinowa zeszli z murawy pokonani.

Zdobywca bramki wykonał cieszynkę po zdobytej bramce, a następnie… zwiał, gdzie pieprz rośnie. Po piłkarzu nie ma śladu nawet w Internecie, gdzie skasował wszystkie profile z mediów społecznościowych. Ucieczka niesfornego Białorusina sprawiła, że szkoleniowiec drużyny gości musiał dokonać zmiany. KS Halinów nie podniósł się już po tej bramce, a ostatecznie przegrał aż 1:6.

Bo kuriozalnej akcji słuch o Baranowskim zaginął – mężczyzna skasował profile ze wszystkich mediów społecznościowych, a w szatni znaleziono jego klubowe rzeczy – złożone w kostkę. Wszystko wskazuje więc, że jego działania były zaplanowane. Karol Kopeć, trener KS Halinów, powiedział, że Białorusin w przeszłości był YouTuberem i nagrywał śmieszne filmiki. Możliwe, że samobójczy gol był częścią większego planu i Baranowski chciał go wykorzystać do błyśnięcia w internecie.

W ogóle nie za bardzo wiem, co o tym wszystkim myśleć. Najgorsze jest to, że miało to miejsce w momencie, kiedy było 1:1 i przeważaliśmy. (…) Ktoś ponoć w trakcie pierwszej połowy kręcił się z aparatem przy linii bocznej. Może go nagrywał, żeby mieć materiał na kanał. Po przerwie go już nie było. Może niebawem ten samobój pojawi się gdzieś na YouTube. Pewnie będzie hitem – powiedział Kopeć.

O komentarz poprosiliśmy burmistrza Halinowa Adama Ciszkowskiego, prywatnie zaangażowanego kibica lokalnej drużyny.

Prowadzimy własne śledztwo w tej sprawie, zawodnik zapadł się pod ziemię i nie ma z nim kontaktu. Podejrzewamy, że powody takiego zachowania mogą być różne. Albo było to związane z obstawianiem zakładów bukmacherskich, albo miał to być „żart” po to żeby podbić jego kanał na YouTube, bo wcześniej prowadził taki żartobliwy kanał. Powody mogły być też politycznie. Dowiedzieliśmy się właśnie, że w prywatnej rozmowie ostatnio Kiryl Baranowski powiedział, że Białoruś wiele zawdzięcza Rosji i pozytywnie wyrażał się na temat prezydenta Łukaszenki. Sprawa jest rozwojowa. Na pewno tego tak nie zostawimy i zdecydowanie potępiamy postępowanie tego „piłkarza”

– powiedział kurierowi WM Ciszkowski.

tb/red

Bożena Worono

Jestem absolwentką studiów magisterskich na kierunku „Kryminalistyka” Uniwersytetu Warszawskiego oraz prowadzącą audycji radiowej "Oby do poniedziałku" na antenie "Pallotti.fm". Moja wszechstronna osobowość nie ogranicza się tylko do radia, bowiem niektórzy mnie także kojarzą z programu telewizyjnego "Nad Niemnem" emitowanego w TVP Polonia, w którym miałam przyjemność prowadzić program. Oczywiście, nie zapominam o swoich korzeniach dziennikarskich, bo wcześniej ukończyłam studia licencjackie na Wydziale Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii na Uniwersytecie Warszawskim. To był czas, w którym nauczyłam się o sile słowa pisemnego i odkryłam, jak narracja może kształtować nasze spojrzenie na świat.  W międzyczasie uwielbiam angażować się w konkursy muzyczne i recytatorskie: wystąpienia na scenie, czucie pulsującego tłumu i oddanie emocji poprzez dźwięki i słowa - to jest to, co sprawia, że moje serce bije szybciej.