Jego historia jest tak niesamowita, że mogłaby robić za scenariusz filmu. Pochodzący z Mińska Mazowieckiego Tomasz Ruciński w rozmowie z „Kurierem WM” opowiedział o tym, jak po tragicznym wypadku ponownie stanął na nogi i odzyskał swoje życie.

Na początku sierpnia 2006 roku pan Tomasz brał udział w tragicznym wypadku, w którym zginął jego 3,5-letni syn i 24-letni brat. Jego stan był tak ciężki, że został wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną, w trakcie której przeżył śmierć kliniczną.

„Nie wiesz, gdzie jesteś, nie masz poczucia czasu. Człowiek jest więźniem swojego ciała, zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje dookoła, wszystko słyszy i rozumie, ale nie może nawet otworzyć oczu” – wyjaśnia pan Tomasz w rozmowie z Kurierem WM.

Jak opowiada, przebywając w śpiączce, w pewnym momencie ogarnęło go ogromne zmęczenie, senność.

„I nagle poczułem od środka wypełniające mnie ciepło, siłę, energię z informację: Nie zasypiaj, bo wpadniesz w otchłań. Ta sytuacja powtarzała się kilkanaście razy” – mówi.

Przeżył śmierć kliniczną

Przy kolejnym takim doświadczeniu pan Tomasz przeżył coś, czego do końca nie umie nazwać. Opuścił bowiem swoje ciało i mógł z perspektywy innej osoby obserwować siebie samego leżącego w szpitalnym łóżku. Wtedy też w szpitalnej sali odwiedziła go zmarła przed laty babcia, która na rękach trzymała jego synka, który zginął w wypadku.

„W drzwiach OIOMu zobaczyłem babcię i synka, który zginął w wypadku, choć ja nawet nie wiedziałem, że był wypadek i synek nie żyje. Babcia zmarła w wieku 85 lat, a ja zobaczyłam ją w wieku około 40 lat, mimo że ja jej nigdy takiej nie widziałem” – mówi pan Tomasz. „Babcia zapytała: Czy jedziesz z nami na Ludwinów? Powiedziałem, że tak i zwróciłem się do syna: Chodź, Jasiu, wezmę cię na ręce. I wtedy chłopiec schował się w ramionach babci, na co powiedziałem: Tak, taki jesteś? To ja nigdzie z wami nie jadę. I jak podjąłem tę decyzję, moja dusza, świadomość, została wciągnięta z powrotem w ciało” – opowiada.

Niedługo po tym zdarzeniu pan Tomasz wybudził się ze śpiączki. Dopiero po kilku dniach został poinformowany, że w tragicznym wypadku stracił synka i brata.

Życie po życiu

Minęło wiele czasu, nim pan Tomasz – dosłownie i w przenośni – stanął ponownie na nogi.

„Życie się zmieniło o 180 stopni, ja się przed wypadkiem zajmowałem sportem, żyłem ze sportu. To jest niesamowita trauma, bo jesteś przykuty do łóżka, później do wózka inwalidzkiego, sporo czasu minęło, zanim się udało z niego wstać. To była męczarnia, jak nie mogłeś wstać. Największe marzenie to było wziąć dziecko za rękę i zaprowadzić do szkoły” – opowiada Kurierowi WM.

Każda najprostsza do tej pory czynność stała się przeszkodą praktycznie nie do pokonania. W powrocie do zdrowia nieoceniona okazała się pomoc rodziny, najbliższych, ale też mnóstwa praktycznie obcych ludzi, którzy wspierali pana Tomasza modlitwą i dobrym słowem.

Po tym, jak udało mu się wrócić do sprawności, nie marnował czasu. Jak mówi, okazało się, że ma w sobie mnóstwo energii do działania – otworzył przedszkole, ukończył studia prawnicze, aktywnie działa w lokalnej społeczności.

Na pytanie, co planuje w najbliższym czasie, pan Tomasz odpowiada, że cały czas szuka. „Co to będzie – nie wiem, ale na pewno wiele mam jeszcze do zrobienia” – mówi.

Przyznaje, że nie ma prawdy uniwersalnej, którą mógłby się podzielić z osobami, które przeżywają osobistą tragedię czy przechodzą ciężki czas w życiu.

„Ubrałbym to inaczej w słowa i ujął tak: Jeszcze na naszej ulicy zagra muzyka” – mówi pan Tomasz.

Bożena Worono

Jestem absolwentką studiów magisterskich na kierunku „Kryminalistyka” Uniwersytetu Warszawskiego oraz prowadzącą audycji radiowej "Oby do poniedziałku" na antenie "Pallotti.fm". Moja wszechstronna osobowość nie ogranicza się tylko do radia, bowiem niektórzy mnie także kojarzą z programu telewizyjnego "Nad Niemnem" emitowanego w TVP Polonia, w którym miałam przyjemność prowadzić program. Oczywiście, nie zapominam o swoich korzeniach dziennikarskich, bo wcześniej ukończyłam studia licencjackie na Wydziale Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii na Uniwersytecie Warszawskim. To był czas, w którym nauczyłam się o sile słowa pisemnego i odkryłam, jak narracja może kształtować nasze spojrzenie na świat.  W międzyczasie uwielbiam angażować się w konkursy muzyczne i recytatorskie: wystąpienia na scenie, czucie pulsującego tłumu i oddanie emocji poprzez dźwięki i słowa - to jest to, co sprawia, że moje serce bije szybciej.